Ku pokrzepieniu portfeli wierzycieli. Diora - repryza
Jeszcze niedawno pisałem, że Diora gra ciszą. Upadłość, wypowiedzenia, syndyk i smutna nuta postindustrialnej improwizacji. Historia jakich wiele, zwykle kończąca się nekrologiem. Tym razem jednak scenariusz potoczył się inaczej. Jak wieść gminna niesie, a syndyk Jakub Kamiński potwierdza, 04 sierpnia podpisano umowę dzierżawy zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Inwestorem została Unitra, która powołała spółkę celową Diora sp. z o.o. W drugiej połowie miesiąca majątek został wydany, a produkcja obudów głośnikowych ruszyła na nowo. Normalnie to brak inwestora jest największym problemem syndyka. Tutaj inwestor się znalazł, a największym przeciwnikiem okazał się system, który miał ułatwiać. KRZ, cyfrowa chluba ustawodawcy, który w teorii miał przyspieszać postępowania, a w praktyce niemal wysadził całą operację. Żeby sąd mógł wydać zgodę na dzierżawę i sprzedaż stanów magazynowych, trzeba było nakarmić system ponad trzema tysiącami pozycji inwentarza. Import danych? Figuruje w menu, ale działa jak klimatyzacja w maluchu. Zamiast „dwóch kliknięć”, które swego czasu obiecywano z ministerialnej mównicy, zrobiło się kilka tysięcy. Zamiast cyfrowej rewolucji zaczęło się klepanie rekordów jak na maszynie do pisania. Prognozy były ponure: dwa tygodnie ślęczenia i nieuchronny przestój produkcji. Rzeczywistość okazała się łaskawsza - trzy dni i specjalny kod dorobiony przez programistów, który zadziałał szybciej niż cała państwowa platforma. Ironia losu? Łatwiej było przekonać sędziego do wydania zgody niż KRZ do sprawnego przyjęcia danych. A w tle przewijali się inwestorzy z branży audio. Canton, GP Acoustics, Fyne Audio, Pylon - jedni podpisywali NDA, inni robili due diligence, część się wycofała, część nie zdążyła. Paradoks polegał na tym, że syndyk zamiast zajmować się wyłącznie rozmowami o przyszłości zakładu, musiał większą część energii przeznaczyć na walkę z systemem, który z założenia miał ułatwiać życie. A jednak finał jest inny niż zwykle. Diora działa. Nie dzięki systemowi, ale pomimo niego. Nie fanfarami, lecz ruchem maszyn i powrotem ludzi do pracy. Dla kontrahentów, dla pracowników i dla wierzycieli, którzy zamiast martwej masy upadłościowej mają dziś aktywa zdolne generować wartość. Dobry syndyk z odrobiną szczęścia potrafi pokonać nawet KRZ. A upadłość, która miała być ciszą, potrafi zabrzmieć jeszcze raz. Ku pokrzepieniu portfeli wierzycieli.

