Kryzysy mają nudny zwyczaj powtarzania się. Najpierw pęka bańka. Potem pęka narracja. Na końcu pęka cierpliwość. Straty nie rozkładają się równo. Najpierw amortyzują je instytucje, potem gracze z poduszką, potem system. A gdy wszystkim już się wydaje, że „jakoś to będzie”, rachunek ląduje tam, gdzie poduszki nie ma: u najmniejszych. Nie oni ustawiali dźwignię, nie oni szyli produkty, nie oni podpisywali politykę ryzyka. Za to do nich przychodzi podwyżka rat, utrata pracy, zamrożony kredyt. Grawitacja kosztów działa nieubłaganie: w dół i coraz szybciej.
Na tym etapie pojawia się moda na prostotę. Najlepiej taką, która ma twarz wroga i obietnicę natychmiastowej sprawiedliwości. „Ktoś zapłaci.” „Nikt nie straci.” Dług tymczasem pozostaje odporny na retorykę. Nie zna kalendarzy i nie słyszy konferencji. Trzeba go policzyć.
Wchodzi prawo insolwencyjne: całe na szaro, bez telebimów. Nie ma ulubieńców. Ma reguły. Mówi rzecz, której nie lubi żaden PR: nie da się wszystkim zapłacić wszystkiego. I robi to, co trzeba: ustala kolejność, przypisuje ciężary, zamyka sprawy. Po cichu, ale skutecznie. Zaletą tej ciszy jest to, że nie musi być później głośno na ulicach.
Jaka jest jego rola? Po pierwsze ramy i kolejność: kto, kiedy i na jakiej podstawie ponosi stratę. Po drugie zatrzymać transfer szkody. Po trzecie ratować to, co jeszcze ma wartość by przekazać to dalej. Po czwarte: jasny podział według znanych wcześniej zasad. Priorytety, brak nieuzasadnionej dyskryminacji. Po piąte: finał w czasie. Jawne czynności i terminy. Wystarczy. Reszta to teatr.
W innym przypadku rodzi się frustracja. Z wrażenia, że stratę podzielono arbitralnie, po cichu i „po uważaniu”. Najmocniej radykalizują się nie ci, którzy stracili najwięcej, lecz ci, którzy stracili wszystko i nie wiedzą dlaczego. Sprawne postępowania są tu zaworem bezpieczeństwa ustroju: gdy działają, kryzys kończy się w aktach. Gdy ich brakuje, zaczyna się moralna wojna o to, „komu się należy”.
Zamiast pytać, kto ma zapłacić, pytajmy, czy system potrafi policzyć, rozdzielić i zamknąć w sensie prawnym. Prawda nie potrzebuje mikrofonu. Potrzebuje rachunku. Iustitia est constans et perpetua voluntas ius suum cuique tribuendi

