Kult zmiany to wygodna religia: nie trzeba dowodów, wystarczy nowy przepis. W prawie, zwłaszcza tam, gdzie stawką jest majątek, odpowiedzialność i czas, zmiana bez rachunku skutków bywa luksusem, który finansują ci, którzy nie mieli głosu w projekcie. Postępowania insolwencyjne mają jedną szczególną cechę: nie są poligonem. Są mechanizmem, który ma działać w stresie, konflikcie i presji czasu. Jeśli zasady gry zmienia się w trakcie rozgrywki, rośnie liczba sporów, liczba błędów i liczba wyjaśnień, dlaczego „tym razem” wszystko jest inaczej.
Nowelizacja, która nie jest odpowiedzią na zidentyfikowany problem, tylko na potrzebę wykazania aktywności, staje się sportem. Jest ruch, są komunikaty, jest wrażenie postępu, a na końcu wszyscy wracają do tego samego pytania: co to znaczy dla sprawy, którą mam jutro w sądzie. I tu zaczyna się koszt. Wierzyciel traci przewidywalność, bo nie wie, czy głosuje nad procedurą, która ma utrwaloną praktykę, czy nad rozwiązaniem w fazie pilotażu. Dłużnik traci kompas, bo zamiast liczyć i wykonywać plan, uczy się na pamięć nowych nazw i wyjątków. Sąd traci spójność, bo musi godzić świeżą literę z dotychczasową logiką systemu. Doradca traci czas, bo zamiast prowadzić sprawę, tłumaczy uczestnikom, co właśnie weszło w życie, a co jeszcze „nie wiadomo”. W nowelizacyjnym sporcie wygrywa tylko papier. Bo papier nie ma terminów, nie ma wierzycieli, nie ma kosztu zwłoki. Papier nie płaci za spory o wykładnię, nie płaci za błędy techniczne, nie płaci za utraconą wartość. Papier przyjmuje wszystko i z każdą poprawką wygląda na bardziej dojrzały. Tylko praktyka jest mniej skłonna do zachwytu.
Jeżeli chcemy zmian, to takich, które zachowują się jak narzędzia, a nie jak dekoracje. Zmiana powinna mieć nazwany cel, miernik skuteczności i przewidywalne skutki uboczne. W przeciwnym razie mamy poprawki, które mnożą wątpliwości, a potem potrzebują kolejnych poprawek, żeby naprawić skutki poprzednich. W prawie insolwencyjnym to nie jest kwestia estetyki legislacyjnej. To jest warunek bezpieczeństwa obrotu. Stabilność reguł nie jest wygodą uczestników. Jest warunkiem odpowiedzialności.
Ubi ius incertum, ibi ius nullum.

